Schemat jest zawsze ten sam i działa, bo nie atakuje komputera, tylko rutynę. Dostajesz fakturę od kontrahenta, z którym współpracujesz od lat. Zgadza się nazwa, zgadza się kwota, zgadza się nawet historia korespondencji poniżej. Różni się jedna rzecz: numer rachunku.
Skąd oszust wie, co do Ciebie napisać
Zwykle stąd, że wcześniej dostał się do skrzynki jednej ze stron — Twojej albo kontrahenta. Czytał korespondencję tygodniami, nauczył się, kto komu płaci, w jakich kwotach i jakim językiem. Dlatego wiadomość nie ma literówek ani dziwnej składni, po których uczono nas rozpoznawać oszustwa.
Czasem nie ma nawet włamania: wystarczy adres różniący się jedną literą albo domena z innym rozszerzeniem. W skrzynce, w której jest sto wiadomości dziennie, nikt tego nie czyta znak po znaku.
Po czym poznać
- Zmiana numeru konta — zawsze, bez wyjątku, jest sygnałem alarmowym. Firmy nie zmieniają rachunku co kwartał.
- Pośpiech — „prosimy o pilną płatność jeszcze dziś”, „księgowość zamyka miesiąc”. Presja czasu ma wyłączyć odruch sprawdzenia.
- Prośba o dyskrecję albo o niekontaktowanie się telefonicznie.
- Adres nadawcy widoczny dopiero po rozwinięciu — nazwa wyświetlana zgadza się, adres już nie.
Jedna zasada, która to zatrzymuje
Zmiana numeru rachunku = telefon do kontrahenta. Nie odpowiedź na maila, nie numer podany w tej wiadomości — telefon na numer, który macie zapisany od dawna. Ta jedna rozmowa kosztuje dwie minuty i jest jedynym zabezpieczeniem, które działa niezależnie od tego, jak dobrze przygotowany był atak.
Warto też zapisać ją jako procedurę, a nie dobrą praktykę. Osoba, która robi przelewy, musi mieć prawo wstrzymać płatność bez tłumaczenia się — i wiedzieć, że nikt nie będzie miał o to pretensji.
Co, jeśli przelew już poszedł
Liczy się czas. Zadzwoń natychmiast do swojego banku i zgłoś podejrzenie oszustwa — przy szybkiej reakcji środki czasem udaje się zatrzymać. Potem zgłoszenie na policję i informacja do kontrahenta, bo jeśli to jego skrzynka jest przejęta, ten sam scenariusz spotka kolejne firmy.
